czwartek, 21 września 2017

Lublin jest bombowy - niemalże dosłownie

Starałem się unikać wywoływania paniki w okresie gromadzących najwięcej uczestników imprez związanych z obchodami siedemsetletniej rocznicy nadania Lublinowi praw miejskich przez Władysława Łokietka. Dlatego powstrzymałem się z podaniem informacji o "bombowej ofercie" jednego z lubelskich kiosków.

Na przystanku komunikacji miejskiej "Dworzec Główny PKS 01" stoją dwa kioski. W jednym z nich (znajdującym się blisko biletomatu) co jakiś czas pojawia się za szybką (podobno) zabawka w kształcie bomby.
- niemalżedosłownie – Zabawkę (podobno) w kształcie bombyco jakiś czas umieszcza sięza szybą kiosku na przystanku autobusowymniedaleko Zamku w Lublinie- chodzi o przystanek "Dworzec Główny PKS 01" (https://www.ztm.lublin.eu/pl/rozklady/1901).

Może się to wydać nawet zabawne, ale wyobraźmy sobie, jak tragiczne skutki mogłoby mieć podmienienie "zabawki" na prawdziwą bombę i zdetonowanie jej w tamtym miejscu (gdzie na samym przystanku autobusowym jest bardzo wielu ludzi).

Co trzeba mieć w głowie, by takie przedmioty produkować i sprzedawać? Być może ktoś wie lub być może jakaś odpowiednia instytucja (np. służba specjalna) uzyska takie informacje.

Zastanawiam się nad tym, kiedy "bombową ofertą" zainteresują sie odpowiednie służby - a przynajmniej Straż Miejska w Lublinie.

piątek, 28 kwietnia 2017

Lubelszczyzna - ale czy polszczyzna?

Lublin znajduje się w Polsce. Mimo to szpitalna filia Miejskiej Biblioteki Publicznej demonstrowała "opozycyjną wersję" języka polskiego. Dowodem jest fotografia w tym oto demotywatorze:
Poprawnie:"22 tytuły".Jest błąd:"22 tytułów". – Bibliotekarze powinni znać język polski,w tym umieć odmieniać słowa.

Dzieje się to w roku jubileuszu lokacji Lublina.

Widzimy więc, że "własne wersje języków" w Lublinie ma nie tylko część biletomatów ("swój angielski"), ale także biblioteczna filia.

Czy ktokolwiek sprawdzał, jakie rzeczywiście wykształcenie mają ludzie odpowiedzialni za - skandaliczny w przypadku polskiej biblioteki - błąd językowy "posiadamy ... 22 tytułów" (powinno być: "posiadamy ... 22 tytuły")?

W różnych ogłoszeniach o naborze kadr jest dużo eleganckich sformułowań - np.: "kompetencje", "otwartość", "wykształcenie", "zaangażowanie", "umiejętności". Niech ktoś wreszcie sprawdzi, czy kandydaci do pracy oraz już pracujący (nie tylko w tej Bibliotece) ludzie rzeczywiście skończyli polską szkołę podstawową, czy też ktoś im to wmówił.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Czy Władze Lublina zrobią prezent cwaniakom od roszczeń?

Części interpelacji pana radnego Piotra Popiela należy dosłownie przyklasnąć. Nad częścią z nich można podyskutować. Zauważyłem jedną interpelację, której uwzględnienie (zwłaszcza w pełni) przez Prezydenta Lublina mogłoby mieć tak bardzo ryzykowne skutki, że być może wchodziłaby w grę właściwość Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - bo chyba tylko ta służba specjalna byłaby w stanie uratować Lublin (a zwłaszcza finanse Lublina) przed opłakanymi skutkami upublicznienia zestawienia nieruchomości, których zwrotu ktoś się domaga.

Oto widok odnośnej interpelacji, którą zamieszczono w Biuletynie Informacji Publicznej:
Duch pracy, gotowość służenia pomocą, zwyczajna ludzka chęć spełnienia czyjejś prośby mogły być uświadomionymi motywami wystąpienia z tą interpelacją (niekiedy na ludzką podświadomość wpływają manipulatorzy). Co więcej, typowa dla masy ludzi ciekawość także mnie mogłaby skłaniać do zainteresowania się szczegółami. Chodzi jednak o bardzo poważny interes publiczny, więc dobrze byłoby projekt takiej interpelacji przez około miesiąc trzymać w szufladzie i dopiero później sprawdzić, czy rzeczywiście powinna być ona wniesiona - a jeśli tak, to w jakim zakresie. Dobry radny nie musi być "fabryką interpelacji".

Przejdźmy do analizy wybranych aspektów odnośnej interpelacji:

  1. Tytuł (Interpelacja w sprawie wykazu nieruchomości należących do Gminy Lublin zagrożonych zwrotami) może wprowadzać w błąd, bo żadna nieruchomość nie jest zagrożona zwrotem - zwrotem nieruchomości może być zagrożony Lublin (jako gmina miejska); poza tym zdarza się bezzasadne występowanie na drogę prawną, z czym nie powinno wiązać się żadne realne zagrożenie dla Lublina i finansów miejskich.
  2. Ewentualne dodatkowe segregowanie (np. w związku z jakąś późniejszą interpelacją) roszczeń o zwrot - według stopnia zagrożenia takimi roszczeniami dla Lublina (i finansów miejskich) - mogłoby stanowić nie tylko dalsze naruszenie tajemnicy prawnie chronionej ("odkrycie kart" przez Władze Lublina), ale również stanowić wskazówkę dla różnych cwaniaków, którzy chcieliby zarobić przy okazji dochodzenia takich roszczeń przez kogoś innego (a prowizje "od uzyskania pieniędzy" bywają zaskakująco wysokie).
  3. Wprawdzie pan radny Piotr Popiel zasadnie czyni zastrzeżenie końcowe o niecelowości podawania w postulowanym przez niego wykazie danych osobowych osób żądających zwrotu (zwrotów), ale sam numer działki ewidencyjnej pozwala zidentyfikować księgę wieczystą (np. za sprawą udostępnianych danych przez organ prowadzący ewidencję gruntów i budynków), zaś księga wieczysta (a zwłaszcza akta księgi wieczystej) dodatkowo zwiększają szansę na dotarcie do dawnych właścicieli lub ich następców prawnych (np. spadkobierców).
  4. Jeżeli już został wykonany wykaz nieruchomości, których dotyczą żądania zwrotu, to powinien on (zwłaszcza jako całość, nawet co do pojedynczej dzielnicy) stanowić jedną z największych tajemnic Władz Lublina - jedyne, co mogłoby zostać upublicznione, to ogólna liczba zgłoszonych roszczeń (być może wraz ze statystycznym ujęciem także najgłówniejszych etapów postępowań), ale bez wskazywania lokalizacji (nawet rejonów), a zwłaszcza numerów działek ewidencyjnych oraz numerów ksiąg wieczystych.
  5. Lubelskie rady dzielnic mają swe zadania i niech się te rady oraz radni dzielnicowi rzeczywiście zajmują ich wypełnianiem - a nie czymś innym, np. graniem "do różnych bramek" (chociażby niewątpliwie raz w interesie publicznym, a raz jako członek rady nadzorczej spółki deweloperskiej lub spółdzielni mieszkaniowej); bez wątpienia wykluczone jest, by pod hasłem spełniania oczekiwań rad dzielnic (oby rzeczywiście wyłącznie tych rad) ujawniane były bardzo wrażliwe dla Lublina i interesu publicznego dane lub zbiory danych (bazy danych).
Z całą pewnością odnośna interpelacja stanowi bardzo poważne wyzwanie nie tylko dla Prezydenta Lublina, ale także dla ratuszowego Biura Obsługi Prawnej - być może (między innymi) wyzwanie w zakresie ewentualnego przedstawienia tejże interpelacji właściwym służbom (np. służbom specjalnym). Chociaż może być po prostu niezręcznie zapraszać czynniki zewnętrzne do wyjaśniania lubelskich trudności i problemów, ale tak mogły podchodzić np. Władze Warszawy przed ujawnieniem "warszawskiej afery gruntowej".

Jeżeli mieszkaniec Lublina chce doprowadzić do zaktualizowania danych w określonej księdze wieczystej (prowadzonej dla jego nieruchomości w Lublinie), to ma obowiązek uzyskać w Wydziale Geodezji lubelskiego Urzędu Miasta potrzebne dokumenty (np. wypis lub wyrys z ewidencji gruntów i budynków) - z klauzulą, że dany dokument może stanowić podstawę wpisu w księdze wieczystej (z taką klauzulą wiąże się wyższa opłata administracyjna). Jeśli ktoś (np. jakiś przedsiębiorca) chce nabyć lub utworzyć potrzebną mu bazę danych, to oczywistością są związane z tym wydatki. Dlaczego więc Władze Lublina miałyby upubliczniać urzędowe bazy danych albo fragmenty takich baz danych ze skutkiem w postaci dostarczenia gratis (zbioru) danych ułatwiających działalność zarobkową pośrednikom "od uzyskiwania odszkodowań" lub "od odzyskiwania gruntów" - i to w przypadku roszczeń przeciwko Lublinowi? Taki proceder faktycznie byłby antylubelską dywersją - niezależnie od uzasadnień jakichkolwiek interpelacji, próśb lub apeli.

Podkreślam, że bardzo daleki jestem od doszukiwania się w tejże interpelacji złych intencji Pana Radnego, którego poznałem ponad ponad 20 lat temu - czyli w zamierzchłych czasach przed tym, gdy przeszedł ze mną "na pan" w związku z żądaniami SM Nałkowskich, w której Radzie Nadzorczej wówczas zasiadał - żądań tych dotyczy audycja telewizyjna To jest temat z dnia 3 września 2015 roku). Po prostu: wiek męski stawia sobie właściwe wyzwania.

Byłoby dobrze, gdyby Pan Radny jak najszybciej omawianą interpelację wycofał lub ograniczył zawarty w niej postulat wyłącznie do opublikowania absolutnie podstawowych danych statystycznych na temat roszczeń o zwrot lubelskich nieruchomości. Byłoby także dobrze, gdyby Przewodniczący lubelskiej Rady Miasta rzeczywiście krytycznie podchodził do przedstawianych za jego pośrednictwem interpelacji radnych - w tym np. podejmował rozmowę z radnym (chociażby w towarzystwie ratuszowego prawnika) w przypadku otrzymania interpelacji mogącej mieć bardzo poważne negatywne skutki prawne lub ekonomiczne.

Zdaję sobie sprawę z tego, że funkcjonariusze publiczni (np. radni lub urzędnicy) mogą mieć problem z asertywnością - zwłaszcza wobec sprawnych manipulatorów (a takimi bywają faktyczni lobbyści). Mieszkańcy Lublina składają się na pensje urzędnicze oraz na diety radnych w zupełnie innych celach, niż spełnianie przez nich (nawet bardzo pięknie "opakowanych") życzeń osób interesownych - niezależnie od tego, szyldami jakich fundacji lub stowarzyszeń takie osoby mogą się zasłaniać oraz jak bardzo szczytne hasła takowe osoby głoszą (np.: "cnotliwy urzędnik" lub "nieskalana urzędniczka"). Czasami, a niekiedy często, zwyczajnie trzeba powiedzieć "Nie!" lub wskazać drzwi wyjściowe - bez obawy o to, że w jakimś serwisie internetowym znajdą się utyskiwania na "złego urzędnika" lub "złego radnego". Urzędnik i radny ma być dobry dla mieszkańców - a nie dla samozwańców, którzy mogą (np. pod pozorem działalności ze szczytnymi hasłami promocyjnymi) faktycznie dążyć do osiągnięcia celów, o których radny lub urzędnik może nie mieć zielonego pojęcia.

Lubelskim radnym oraz urzędnikom miejskim może się przydać (i to bardzo porządne) szkolenie z asertywności - by łatwiej im było podejmować w sposób skuteczny decyzje o "usunięciu zakleszczonego lobbysty" (również w przypadku osób, których szeroko znanemu jawnemu wizerunkowi może brakować tylko aureolki).


Lublin jest bombowy - niemalże dosłownie

Starałem się unikać wywoływania paniki w okresie gromadzących najwięcej uczestników imprez związanych z obchodami siedemsetletniej rocznicy...